Jakoś miesiąc przed styczniem, udało nam się spotkać z końcem świata w Livigno.

Poranki w dolince płynącej tanią whisky bywają trudne



Ale za to na górze bardzo przyjemne widoki



Michał jeszcze prawdopodobnie w Szkocji złapał jakąś dziwną poranną grypę jelitową, lecz miał na nią sposób



Już po walce z grypą natknęliśmy się na kune alpejską, która zaimponowała chłopakom swoją zwinnością



Jacek od razu odpowiedział jednym ze swoich popisowych numerów, czyli one foot powder tailpress na pełnej wyluzce



A Michał poczuł się lepiej na tyle, że pokazał czego nauczyli go szkoccy bracia



Było jeszcze nocne wożonko





tak było w Szwajcarii





Nasz autobus. Ku mojemu zdziwieniu w tym roku na liczniku udało mi się kilkukrotnie dostrzec delikatnie ponad 106 km/h!!



Name:

Komentarze: